28 odpowiedzi do wpisu “Konkurs! Wygrana Promethee Oliviera Durbano!”

  1. Ewelina

    Black Tourmaline to dla mnie poezja we flakonie i nieodłącznie kojarzę go z jesienią.
    Czując ten zapach, wyobrażam sobie uroczystość na łonie natury, gdzie wokół unosi się aromat palonej przyrody, żaru węgielków i popiołu z drewna.
    Powietrze jest zamglone przez dym i gorące powietrze z ogniska, nad którym zakonnicy odziani w zgrzebne habity, odprawiają modły za duszę zmarłych.
    Czuć w nich atmosferę pełną ożywczego ducha, który godzi się z przemijalnością i hołduje chwili obecnej.
    To melancholia, zaduma, a jednocześnie przywiązanie do spraw przyziemnych.
    Są niepokojące, ale sprawiają wrażenie czegoś dobrze znanego i oswojonego. Nostalgii, którą każdy człowiek przeżywa, rozmyślając o przeszłości.

  2. joanna grabarek

    AMETHYST owija sie wokol glowy i serca jak kolia z ametystow- kamieni wstrzemiezliwosci. Czy kusi i podnieca? Czy gasi i studzi? Grzeczny, nieco wytrawny, ziolowo-cieply,z odrobina slodyczy. Dzielo geniusza , ktore zaskakuje i pobudza czy tonuje nasze emocje?. Przekonaj sie sam , kiedy musniesz skore kropla amthystu.

  3. Elżbieta

    Black Tourmaline….zapach bez fałszywych nut. Uderza od razu…jest pierwotny i jednocześnie współczesny, ba tworzący tę współczesność. Wyznaczający…
    Pierwsze nuty zmroku, dogasające ognisko,dym snujący się w moją stronę.Wchodzę w chmurę,oczu nie otwieram,zbliża się noc.Nic nie gryzie w oczy,nic nie gryzie w nos.Leżę pod ciemnym niebem,ognisko dogasa,Turmalin chłodnieje. Wciągam powietrze…jest rześkie pomimo zapachu zgliszczy.O Maj Got..tak pachnie właśnie mój kościół.Mały i drewniany.Nie każdy znosi jego zapach. Tak jak Tourmaline…kochasz albo nienawidzisz.
    Zapach nie dla każdego i nie na każdą okazję.Moocno kadzidlany,kojarzy mi się z jakimiś starymi obrzędami,ziemią,ogniskiem buchającym snopami iskier.Jest siła,jest moc..Hm..niektórzy mówią,że posiada duszę i serce.Tourmaline jest głęboki i emocjonujący.W każdym kto go ubierze wywoła skrajne doznania..u każdego inne…przeniknie każdą duszę.
    Olivier Durbano mistrz ? Taaak…oj tak.

  4. Emil

    Cristal de Roche. Jakiż to piękny kryształ. Gdy po raz pierwszy go poczułem, moje wspomnienia powędrowały do Grodna. Do cerkwi Świętych Borysa i Gleba. Jest to jedna z najstarszych światyń jakie odwiedziłem. Zapach kadzidła przemieszany ze starym drewnem. W tle odbywa się obrządek religijny. Pachnidło jest mistyczne ale za razem bardzo noszalne. Gdy ten kryształ mnie otacza, to przypominam sobie, że mam duszę, że świat materialny to nie wszystko.

  5. Karol

    Stoję boso na płytkach oparty o balustradę. Na taras docierają migotliwe promienie słońca. Jest październikowy poranek, smaga mnie rześki wiatr niosący żywicę i olibanum z pobliskiej kaplicy. Herbata z mandarynką i imbirem przywodzi na myśl wielokolorowość jesieni. Rozpiera mnie chęć ucieczki w iglasty las, do aromatycznej i chłodnej tajgi z lepkimi od żywicy pniami drzew. Obojętne słońce wędruje jednak własną drogą, a wraz z nim unosi się słupek rtęci w kapilarze termometru. W ogrodzie czerwień i zieleń naprzemian błyskają jak lustra. Heliotrop i piżmo wygładzają powietrze, sandałowiec aksamitnie osładza smak mojej herbaty. Ambra jak ciepły szal rozprasza myśli o powrocie do domu. Ciągle jednak zimno mi w stopy. Zapach to nie tylko to, co pochłoną nozdzrza, ja czuję go wszystkimi zmysłami – kolor i surowe opakowanie wyostrzają zachyt. To moja druga jesień z Heliotrope.

  6. Mariola

    Testując Black Tourmaline spodziewałam się osławionych dymów i popiołów. I muszę przyznać, że otwarcie zapachu jest wyjątkowo piękne – palone drewno osnute dymem budzi zachwyt Jest pięknie, niebezpiecznie, mrocznie. W mojej wyobraźni pojawia się nocny krajobraz spalonego lasu i wioski. Tajemnicza postać kroczy powoli przez apokaliptyczne zgliszcza w ciemnym, okadzonym habicie, kryjąc twarz pod obszernym kapturem. Świątobliwy mąż? Demon zagłady? Inkwizytor Mordimer Madderdin?…
    Potem dym się rozwiewa, a do skóry przytula się gorzka woń spalenizny i popiołu.
    Jest w tym zapachu jakieś zimno i szaleństwo, a jednocześnie jest piękny i pociągający, nie można przestać wąchać nadgarstka.
    Fantastyczna kanciasta buteleczka z turmalinem w środku.

  7. Małgosia

    Istnieją wyjątkowe zapachy. A kiedyś w to wątpiłam…

    Nie jadę, a biegnę przez las. Nie ma spalin samochodowych, zostały zastąpione opadającą mgłą. Wilgotne powietrze wdziera się do płuc. Ściółka, która sowicie namokła podczas burzy ugina się rytmicznie pod stopami. Jest świeżo, miętowo, anyżowo. W miejscu gdzie odcięto dopływ spalin, odcięto również wpływ stresu. U bram lasu zrzuciłam brzemię zagmatwanych myśli. To niesamowite, bo obietnica twórcy zapachu się spełnia, nie jest marnym chwytem marketingowym. Jade, czyli nefryt, działa dobroczynnie na czystość umysłu, a ja rzeczywiście czuję lekkość i jasność myśli, harmonię. Jedną aplikacją mogę przenieść się z szarego, nudnego biurowca w pełną zieloności gęstwinę.
    Mech, paczula i kocanka nadają całości delikatnej goryczy. Podczas tej przebieżki towarzyszy mi aromat zielonej herbaty wygładzony irysem.

    Lubię być sama ze sobą, a Jade temu sprzyja. W jego towarzystwie łatwiej znaleźć siebie.

  8. UrszUla

    Jest dzień. Słońce dopiero wychyliło się zza horyzontu, nieśmiało dzieląc się swoim ciepłem. Budzę się powoli, patrząc na męża, który leży obok. Wychodzę na dwór, prosto do ogródka, biorę w dłonie rosnącą tam świeżą mięte i zanurzam w niej twarz. Cudowne a jednocześnie suche orzeźwienie… Wracam do chatki, zaparzam słodką, miętową herbatę. Bardzo aromatyczną. Mąż budzi się także. Po chwili siedzimy z kubkami naparu na ganku, jemy letnie śniadanie i rozmawiamy, rozmawiamy… i tak bez końca. W tle gra zapach kwiatów. Tak wspaniale razem spędzać czas. Aż tak, że zanim się zorientujemy słońce już znudzone, chowa się powoli i leniwie po całym dniu. Kwiaty także stwierdziły, że na nie już czas. Nadchodzi chłodny ale rześki wieczór a wraz z nim zapach palonych, suchych lisci, wilgotnej ziemi oraz mchu. Ta magia jest za sprawą lasu, który nas otacza. Kładąc się spać, już czekam na jutrzejszy poranek.

    Zapach „Jade” wprowadza mnie w stan marzeń. Tych najgłębszych. Jednym z nich jest zamieszkać kiedyś z rodziną w leśnej chacie, z dala od cywilizacji i wszelakich niejasnych problemów… Liczą się tylko zapachy i związane z nimi doznania.

  9. Guermantes

    Black Tourmaline. Nad dogasającym ogniskiem rozsnuwają się dymy przemieszane z zapachem czarodziejskiego kadzidła. W stygnącym tygielku paruje eliksir z ziół. Tu odbywają się czary – prastara magia jesienna, rytuał opadających liści, mgły i przemijania. Odprawia go przemądra wiedźma – wiekowa, lecz piękna. Jak Matka Ziemia. Nie jest to rytuał śmierci – w kręgu życia przemija coś, aby coś nowego moglo się narodzić. W tym zapachu, w jego spokojnym klimacie odnajduję prastary rytm przyrody. I przepowiednię, że z popiołów zawsze rodzi się Feniks. Gdy noszę Black Tourmaline, czuję sie częścią natury, wpisana w ten cykl. Nie przepadnę, jestem elementem wiecznego kręgu.

  10. Beata

    Black Tourmaline to piękny kadzidlano-drzewny zapach w którym autorowi udało się zamknąć moje skojarzenie z kamieniem Czarny Turmalin. Nie jest to łatwe bo jak może pachnieć taki kamień?- właśnie tak:-). Zioła,przyprawy,poruszona palcami ziemia, gałęzie drzew, nadpalone szczapki, żywica agarowa… czarny turmalin jest dzieckiem żywiołu Ziemi. Zawiera jej kolor i moc a także zapach. Wibrujące składniki , jak chociażby kolendra i pieprz lekko świdrują w nosie a olibanum i skóra wraz ze wszystkimi szlachetnymi drzewami wprowadza zmysły w stan upojenia zapachowego.Kompozycja otula a jednocześnie daje wewnętrzną siłę. Czarny Turmalin to kamień mocy- pozwalający noszącemu poczuć się stabilnie, komfortowo i absolutnie niezwykle. Piżmo, ambra i paczula podbijają wrażenie harmonii i wewnętrznej równowagi. Perfumy świetne, mógł je stworzyć tylko Elf będący za pan brat z Duchami Przyrody.

  11. IWONA

    Black Turmalin, zachwyca, delikatnie drażni zmysły i gaszcze serce, tajemiczym światem kadzidła, drobrej myśli, poprawa nastrój Magicznej Kobiety, która wie czego chce….A, pragnie więcej i więcej, by chwile szczęścia nie były przelotne, tylko sycyiy wszystkie zmysły jak on, zawsze wszędzie, nie tylko razem z jesenną nostalgią i Krakowem pełnym mgieł, utkanych z westchnień zaspokojonego Serca i Duszy……

  12. Zuzanna

    Wystarczy chwila, jeden moment z zapachem Jade, bym przeniosła się do najbardziej magicznej krainy, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić. Jednak nie jest to bajkowy obraz, a raczej ciemny las, pełen mroku i tajemnic. Las, w którym jakby zupełnie przez przypadek, znalazła się niesamowicie elegancka Kobieta, w płaszczu z futrzanym, fioletowym kołnierzem. Na początku jest lekko zdezorientowana, nie wie w którą stronę iść, jak pokonać porośnięte mchem pnie drzew i jak nie spłoszyć otaczających ją magicznych stworzeń. Szybko jednak odzyskuje pewność siebie, oswaja mrok lasu i pozbywając się wysokich czarnych szpilek, rusza przed siebie. Jej podróż jest niesamowicie długa, pełna zaskakujących momentów i zachwytów nad cudami natury. Mimo wielu kilometrów jakie pokonuje, nie jest zmęczona, gdyż ta magiczna sceneria i niepowtarzalny klimat, dodają jej energii. I tak, nie słabnąc nawet na chwilę, dociera w końcu do skraju lasu i widzi przed sobą cel swojej podróży – wielki pałac, który opuściła na moment, by przeżyć tę niesamowitą przygodę…

  13. Aga

    JADE.
    Zapachem herbaty zieleń wnika wszędzie,
    magiczna chwila przedłużać się będzie;
    płynna jest i gęsta, pokój razem z ciszą,
    przesiąkam cała najprawdziwszą niszą.

  14. Andżelika

    Amethyst….. zapach suchego powietrza po zachodzie słońca. To woń purpury zmysłowo przytulającej do siebie senne obłoki. Zawstydzone niebo przelotnych kochanków. Ani błękitne ani czerwone… Słodkie i gorzkie. Jeszcze gorące, a już stygnące. Ciągle rozedrgane, rubaszne, a może odwrotnie – zastygłe w majestacie nadchodzącej nocy? Perfumy tajemnica, są dla mnie symbolem walki rozsądku z namiętnościami. Albo się je pokocha albo znienawidzi.

  15. Weronika

    PINK QUARTZ

    Był w pewnej dzielnicy Krakowa stary dom z ogrodem, w którym kwitło mnóstwo róż. Dom ten, wybudowany przed wojną, choć okazały i piękny, niszczał z biegiem lat. Mieszkałam w nim wraz z rodzicami i babcią i dla mnie zawsze był miejscem wyjątkowym. Ogromny strych, w którym unosił się zapach drewnianych desek i zatęchłych wnętrz kufra przywiezionego przez mojego dziadka z bardzo daleka, duże przechodnie pokoje i kuchnia zawsze pięknie pachnąca ciastem. Na obcych dom ten robił wrażenie ponurego i tajemniczego zarazem, jednak ja zawsze czułam się w nim swobodnie. Spędziłam w nim swoje dzieciństwo i wczesną młodość, a więc lata, które były beztroskie – głównie dzięki mojej Babci Jadwidze. Była zadbana i zawsze pachniała perfumami z nutą róży. Zasadnicza, ale ciepła i troskliwa, czekająca na wszystkich z gotowym obiadem. Cały dzień była zapracowana i choć zdarzało się jej narzekać, zawsze chciała wszystkim dogodzić. Gdy chciała odpocząć, udawała się do ogrodu i siadała na huśtawce, obok której unosiła się woń wielu odmian róż. Zimą, gdy rośliny zapadały w sen, babcia znajdowała słoik z konfiturą różaną i smażyła dziesiątki najlepszych na świecie pączków…
    Pink quartz to zapach, który poruszył moje serce, bo jest zapachem mojego dzieciństwa i mojej Babci. Choć Babcia nigdy tych perfum nie używała, ja, wąchając je, mam przed oczami żywy obraz mojego domu z tamtych lat…
    Dziś ten krakowski dom wygląda zupełnie inaczej. Został odrestaurowany i nie robi już wrażenia tajemniczego zabytku. W ogrodzie nie kwitnie ani jedna róża, są za to kaskady rododendronów. Babcia nadal siada w nim, ale inna, zamyślona… Nie zawsze mnie poznaje, a jej zamglone spojrzenie zdaje się wyrażać tęsknotę za przeszłością. Pink quartz to moje życie. Dziękuję za niego Twórcy – Olivierovi Durbano. Każdemu życzę, był znalazł zapach, który przeniesie go do czasów szczęśliwego dzieciństwa.

  16. UrszUla

    powyższa historia Weroniki jest piękna… łzy popłynęły po moim policzku

  17. Tomek

    Była zwykła, niczym nie wyróżniającą się kobietą. Wolny czas lubiła spędzać poza domem, niekiedy zaś zaszywała się w czterech ścianach, wspominała, marzyła. Małżeństwo przechodziło wyraźny kryzys, wdarła się codzienna rutyna, która skutecznie ją przygnębiała. Okoliczności nie nastrajały optymizmem, lecz nie poddawała się.
    Poznała go na jednym z ognisk. Ścieżka prowadziła przez las pełen sosen i świerków, których zapach zawsze wdychała pełnymi piersiami. Słodko-żywiczny aromat połączony ze świeżo wzruszoną ziemią znacznie poprawiał jej nastrój i działał relaksująco. Wpatrywali się w skupiający ogień stos gałęzi. Nie przeszkadzał im wydobywający dym, który szczypał w oczy i przesiąkał ich ubrania. Otuleni szarą chmurą wiedzieli, że są dla siebie stworzeni. Od tamtej pory zapach palonego drewna, popiołu, spalenizny budził w niej silne emocje i bezwzględnie kojarzył się z mężem.
    Tego dnia leżała z gorącym kubkiem kawy, której aromat wypełniał pokój. Siąpiący od kilku godzin deszcz jednolicie stukał o szyby. Późno-jesienne, nostalgiczne, ponure, chłodne popołudnie nie sprzyjało opuszczeniu mieszkania. Nakryła się jeszcze bardziej kocem. Upłynęło kilkanaście minut, gdy rozległ się sygnał telefonu. Apatycznie sięgnęła po słuchawkę.
    – Halo…
    – Cześć, masz ochotę wyskoczyć do kawiarni?
    – Eeee…, przetarła dłonią ciężkie jak ołów powieki. Spotkajmy się za pół godziny.
    Mimo nie sprzyjającej aury dała się namówić. Było to stałe miejsce, gdzie wraz z przyjaciółką umawiała się od dłuższego czasu. Z racji tego, że dawno się nie widziały, spotkanie nieco się przeciągnęło. Wychodząc, naciągnęła jeszcze mocniej kaptur na głowę. Deszcz wydawał padać się mocniej. Mijając kolejne ulice przyspieszała kroku, zaciągając się mimowolnie lżejszym i bardziej rześkim powietrzem. Po kilkunastu minutach nieprzerwanego marszu stanęła przy furtce. W oknie zobaczyła palące się światło. Była pewna, że przed wyjściem wszystko pogasiła. W głowie roiło się od myśli. Drzwi były otwarte. Czuła jak oddech staje się szybszy, usta suche, a bicie serca dwukrotnie się zwiększa. Małymi krokami podreptała w miejsce skąd dobiegała jasność.
    – Kochanie, zerwałem się dzisiaj szybciej z pracy. Wiem, że ostatnio nam się nie układało, lecz najważniejsza jest chęć by móc to zmienić. Postawił na stole butelkę dobrego wina, odpalił 2 świece, a po chwili wyciągnął bukiet czerwonych róż. Nie mogła wyjść z podziwu. Na jej twarzy zaczął rysować się uśmiech. Czym prędzej podbiegła, by rzucić się ukochanemu w objęcia. I… zdębiała! Chyląc nos ku jego szyi doświadczyła pewnego rodzaju deja vu. W jej myślach zaczęły przewijać się skojarzenia: ostry, świdrujący dym, pogorzelisko, palone drewno, liście, płomień, kadzidło. Ognisko! – doznała swoistego olśnienia. To tam poznała swojego partnera, z którym dzieli życie.
    Noc była długa. Zasypiając położyła głowę na jego ramieniu. Co chwilę czuła zapach wspomnień, w które otulił ich Olivier Durbano.
    Księżyc przesunął się nieco na zachmurzonym niebie. Jego delikatny blask wpadający nieśmiało prze szybę dyskretnie oświetlał szafkę, na której swoje miejsce „grzał” flakon Czarnego Turmalina.

  18. Magdalena

    Jesienny wieczór, za oknem deszcz wygrywa na parapecie sobie tylko znaną melodię, donośnym śpiewem wtóruje mu wiatr. A wokół mnie wciąż, jeszcze po tylu godzinach od pierwszej aplikacji, unosi się majestatyczny zapach perfum Amethyst. Moc szlachetnego kamienia zaklęta zamknięta w szklanym flakonie działa na wyobraźnię, wystarczy kropla. Spowita w woń Amethystu zamykam oczy i pozwalam zabrać się w duchową podróż do krainy dzieciństwa. Wyczuwam owoce wygrzane słońcem, widzę fioletowe dojrzałe winogrona wspinające się po omszałym ceglanym murze i schowane wśród zielonych liści słodkie maliny, z których dziadek robił sok i gęste, lepkie wino leżakujące w omszałych butlach z zielonego szkła. Kadzidlana nuta przenosi mnie do neobarokowego wiejskiego kościółka, przytulonego do wzgórza ukrytego za wiekowymi drzewami. Pamiętam mozolną wspinaczkę pod górę, w upalne lato, po zwietrzałych kamiennych stopniach schodów, by odpocząć w chłodnym wnętrzu i przytulić się do zimnych murów, które przetrwały okupację chronione przez mieszkańców wsi. Połyskuje ambona z egzotycznego palisandru, pucołowaty putto zamyślony patrzy na nielicznych pielgrzymów, jakby przewidział ich przyszłość, zatroskany o człowiecze losy. W kościele zawsze panuje lodowaty chłód, bez względu na porę roku. Gdy pojawia się zapach kwiatów mam przed oczami starą, drewnianą ławkę ukrytą pod krzakiem jaśminu. W letnie wieczory babcia siadała na niej by odpocząć, taka cicha, zapatrzona w dal. Może wspominała pierwszą miłość, może przedwojenne warszawskie uliczki, gdzie nawoływania przekupek mieszały się z żydowskimi pieśniami… Ciekawe, czy ta ławeczka jeszcze stoi, może wciąż skrzypią stare deski? A czy w starej babcinej komodzie nadal unosi się zapach pudru? I chciałabym choć raz jeszcze poczuć żywiczny zapach dymu snującego się wieczorem cieniutką smugą nad czerwonym dachem… Amethyst jest dla mnie jak proustowska magdalenka a podróż w głąb siebie przywraca wewnętrzną harmonię. Durbano idealnie uchwycił w tajemniczym zapachu majestat i duchowość fioletowego minerału. Na dnie flakonu kołyszą się trzy kuliste ametysty. Może kiedyś zrobię z nich naszyjnik? Ten kamień rozwija intuicję i pozwala lepiej rozumieć wizje. Dlatego ilekroć będę chciała odbyć podróż w czasie inspirowaną pięknymi wspomnieniami, użyję eliksiru Oliviera Durbano. Zaglądam jeszcze do dębowej szkatułki wyłożonej purpurowym aksamitem, gdzie spoczywa stary srebrny pierścionek z okazałym ametystem. Dostałam go od ukochanej babci. Już wiem, że to będzie mój talizman. Ametyst. Amethyst…

  19. Pola

    Podobno perfumy wpływają na nasze życie, osoby wrażliwe dobierają je według nastroju i potrzeb. Twórca Olivier Durbano głęboko wierzy, że nie tylko kamienie mają moc ale i również jego perfumy dedykowane kamieniom niosą przekaz i pełnia swego rodzaju misję. Rok temu grono miłośników perfum poznało perfumy poświęcone kamieniowi, który fizycznie nie istnieje. Lapis Philosophorum dedykowany został bowiem kamieniowi, którego nie ma a który przez wieki zaprzątał głowę alchemikom, kto bowiem nie chciałby stać się w posiadaniu kamienia filozoficznego? Olivier stworzył go myśląc o wewnętrznej transformacji jaką mityczny kamień zaklęty w zapachu mógłby umożliwić. Miałam to szczęście uczestniczyć w warsztatach z twórcą, które jednocześnie były polską premierą tych perfum. Niewiele zastanawiając się nabyłam flakonik i zdobyłam autograf „Gold inside”. Niczego wówczas mi tak nie brakowało jak owej wewnętrznej transformacji. Zapach kamienia filozoficznego był kojący, lekko kadzidlany ale przede wszystkim słoneczny, ciepły jak jesienne wrześniowe popołudnie, pełne dojrzewających na drzewach i krzewach dóbr. Zapach dojrzałych białych winogron, delikatny kadzidlany dym, łagodnie skojarzony z nuta jałowca – całość niebanalna, dająca odprężenie. Wtedy postanowiłam nie tylko, że chcę flakonik, uświadomiłam sobie przede wszystkim, że chcę i potrzebuję transformacji, to było jak symbol i talizman jednocześnie. Dzisiaj po roku czas z zadowoleniem stwierdzam, że się udało. Udało mi się zaplanować i konsekwentnie zrealizować tak bardzo potrzebne mi zmiany. Flakon Lapisu nadal ze mną jest magicznie przemienia każdy moment w słoneczny wrześniowy dzień.

  20. Łukasz W.

    O. Durbano
    „Black Tourmaline”

    Dym. Wielka fala dymu. Ona jest jedną wielką medytacją.
    Płonę i spalam się. Biegnę w stronę brzegu mojej świadomości.
    Jestem popiołem. Czarnym turmalinem przez życie startym.
    Człowiekiem rzuconym w ogień.

    ***
    Było lato. Bardzo gorące. Rok dziewięćdziesiąty drugi.
    Płonęło ognisko w lesie – jak w tej piosence. Tak to było.
    Usta miała czerwone, na piersiach sznur kamieni.
    Tańczyła w rytm hiszpańskiej muzyki, bodajże z walkmana.
    Jej włosy pachniały dymem.
    To ten zapach.
    Tak to było.

  21. Argentum

    Gęste, białe dymy olibanum, to motyw przewodni Kryształu Górskiego. Olibanum, to wydajne kadzidło – spalając się, tworzy gęstą, białą mgłę. Opary tej żywicy, w mig wypełniają zakrystię. Pamiętam, jak podczas rezurekcji, pewien „minister”, postanowił wsypać do trybularza (w ramach zabawy/eksperymentu) jedną łyżeczkę olibanum (gwoli ścisłości – to dużo, nawet bardzo). Dym, ulatniający się z zakrystii, przepełnił cały Kościół. Sytuacja była nieco komiczna, bo prezbiterium wiedziało, że ktoś się zabawił z kadzielnicą, zaś ludzie, podejrzliwie patrzyli na siebie, gdyż obfitość dymu wskazywała na pożar – ja sam, obserwowałem całą sytuację z lekkim uśmiechem. Mimo typowo kościelnych skojarzeń, trudno mi nazwać Rock Crystal zapachem sakralnym. Nie mają one (całe szczęście) kwaskowatej nuty mieszanki palonych kadzideł kościelnych, są wariacją na temat jednej, według mnie, nadal zbyt mało popularnej nuty olibanum. Avignon, sztandarowy przedstawiciel kadzidlanej rodziny, aż kipi mieszanką ziół i różnych żywic, palonych w trybularzu, zaś Rock Crystal, wypuszcza z siebie mgliste dymy olibanum, a tego kadzidła nigdy nie używa się solo w liturgii – stąd bierze się niemożność nazwania go zapachem sakralnym. Uważam, że w swojej kategorii świetlistych i mało ekspansywnych kadzideł są absolutnym liderem. Nigdy nie usłyszałem, że pachnę jak ksiądz, czuję się w nich świetnie, a kilka kropli tego specyfiku ściąga wiele komplementów.

  22. Ewa

    Biorę głęboki oddech. Mroźne powietrze przenika moje ciało, pozwala zachować czystość i jasność myśli. Z oddali słychać jedynie wiatr szarpiący otulone chłodem gałęzie, rozrywający panującą wokół ciszę. Ostatnie okruchy jesieni powoli opadają na nagą ziemię, bogactwo kolorów przemijającej pory roku blaknie pod ciężarem upływającego czasu. Światło dnia szybciej ustępuje mrokowi noc. Swe oczy kieruję ku górze.. mimo przepełnionej melancholią aury, chłodu spowijającego moje zmysły, czuję błogość. Granat nieba, niczym ciemna farba roztarta dłońmi malarza, zaciera wyboiste ścieżki umysłu. Światło gwiazd koi swym ciepłem smutek w sercu. Mistycyzm nieskończoności kosmosu, przeplata się z cykliczną skończonością pór roku. Chłód powietrza na zewnątrz miesza się z ciepłem odczuwanym wewnątrz w czasie obcowania z pięknem wszechświata..

    Taki właśnie jest Rock Crystal – wielowymiarowy, niejednoznaczny..usytuowany gdzieś pomiędzy chłodem lodu osiadającego na dotkniętych mrozem gałęziach a ciepłem bijącym od światła palącej się świecy. Jest jak zatarta granica między jawą a snem, rzeczywistością a wyobrażeniem. Rock Crystal to nie zapach łatwej radości, a raczej radości wypływającej z głębi nas samych. Nie jest to zapach codziennych przyjemności, lecz przyjemności płynącej z obcowania z boskością, mistyczną tajemnicą…

  23. Magda

    Z przyjemnością piszę o Black Tourmaline. Paradoksalnie to dla mnie zapach nie do opisywania, nie do opowiadania – on opowieść pięknego kamienia ma swoją. Dla mnie on ma niezwykłe DZIAŁANIE.
    Daje mi MOC!
    W chwilach niepewności, na granicy niepowodzenia ON ratuje mnie z opresji, pomaga znaleźć właściwe słowa, zgubioną myśl, reguluje emocje. Nawet jeśli nie jestem w niego ubrana, bo przecież różne ma się nastroje, czasem frywolny, czasem cytrynowy, to jednak Black Tourmaline zawsze jest ze mną. Jak? Wystarczy, że uchylę torebkę albo wyjmę z kieszeni rękawiczki. Gdy zdarzy mi się pachnieć czym innym one pachną dla mnie, pachną Black Tourmaline, razem podbijamy świat.

  24. Ewa

    Biorę głęboki oddech. Mroźne powietrze przenika moje ciało, pozwala zachować czystość i jasność myśli. Z oddali słychać jedynie wiatr szarpiący otulone chłodem gałęzie, rozrywający panującą wokół ciszę. Ostatnie okruchy jesieni powoli opadają na nagą ziemię, bogactwo kolorów przemijającej pory roku blaknie pod ciężarem upływającego czasu. Światło dnia szybciej ustępuje mrokowi noc. Swe oczy kieruję ku górze.. mimo przepełnionej melancholią aury, chłodu spowijającego moje zmysły, czuję błogość. Granat nieba, niczym ciemna farba roztarta dłońmi malarza, zaciera wyboiste ścieżki umysłu. Światło gwiazd koi swym ciepłem smutek w sercu. Mistycyzm nieskończoności kosmosu, przeplata się z cykliczną skończonością pór roku. Chłód powietrza na zewnątrz miesza się z ciepłem odczuwanym wewnątrz w czasie obcowania z pięknem wszechświata..

    Taki właśnie jest Rock Crystal – wielowymiarowy, niejednoznaczny..usytuowany gdzieś pomiędzy chłodem lodu osiadającego na dotkniętych mrozem gałęziach a ciepłem bijącym od światła palącej się świecy. Jest jak zatarta granica między jawą a snem, rzeczywistością a wyobrażeniem. Rock Crystal to nie zapach łatwej radości, a raczej radości wypływającej z głębi nas samych. Nie jest to zapach codziennych przyjemności, lecz przyjemności płynącej z obcowania z boskością, mistyczną tajemnicą…

  25. Aleksandra GS

    Black Tourmaline.
    Jarl usiadł na skałach porośniętych porostami. Jego ubranie przesiąkło zapachem wczorajszej walki. Rękawy koszuli, którą uszyła i ozdobiła ochronnymi runami ukochana ,ubrudzone krwią słabych. Płaszcz ze skóry czarny od sadzy chat palonych w bitewnym szale. Tylko miecz czysty. Jako jedyny i najważniejszy dla Wikinga oczyszczony spoczywał u boku woja. Wiatr szarpał jego włosami splątanymi morskim wiatrem. A on patrzył dumnie i z dzikością w dal. Tęsknił do swoich widoków, do mrocznych fiordów i dzikich skał. Do zim srogich, do wiatru goniącego po kamiennych ścieżkach. Do zapachu dymu z paleniska w jego chacie. Zapachu drewna, mszystego zapachu chłodu.

    To zapach dla dzikiej i nieokiełznanej duszy. Zapach ludzi twardych i dzielnych. Wiernych swoim zasadom. Z dzikością w oczach i duszy.

  26. quazi

    Kiedy ogłoszenie wyników? 🙂

  27. Michał

    Drodzy Państwo, uprzejmie prosimy zwycięzców o przesłanie adresów na adres: blog@missala.pl

Leave a Reply